Niektórzy dobrzy (lub źli - to się dopiero okaże) ludzie powiedzieli, że poniższy artykuł powinien ukazać się na forum AW. Pierwotnie był opublikowany na facebooku na moim osobistym profilu jako nawiązanie do artykułów na blogu Było-Minęło-Jest. Artykuł był pisany dla wszystkich, więc z pewnością część informacji będzie oczywista - ale może i tutaj trafią osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z ck monarchią.
Cmentarze – uporządkowany chaos
Jest to historia o dwóch osobach, z których jedna – jak Szwejk - pokonała ck administrację, a druga usiłowała opanować chaos. I obu się udało

Pośrednio jest to również historia cmentarza w Binarowej w gminie Biecz, który - jak się okazuje - został lokalnym trójkątem bermudzkim.
Czas po bitwie
Krajobraz po bitwie gorlickiej był zatrważający. Zniszczenia ogromne, część mieszkańców ewakuowana, przymusowo lub dobrowolnie. Ci, którzy pozostali na miejscu próbowali się chronić na miarę swoich możliwości, w wykopanych jamach, „umacniając” ściany domów słomą, deskami, czym kto miał. Relacja Władysława Długosza, posła i przemysłowca galicyjskiego jest przerażająca. W Głosie Narodu nr 258 z 25.05.1915 r. opublikowano jego wystąpienie w tej sprawie, tu przytaczam fragment nadający się do publikacji na FB. Poseł W. Długosz wizytował cmentarz w Gorlicach, największe wrażenie wywarły na nim: „(…) ociekające krwią drzazgi z krzyżów, ułamki z pomników — to wszystko przedstawiało jeszcze 14 maja, gdy cmentarz zwiedzałem, jednę straszliwą masę. To, co się tu działo, przechodzi grozą najokropniejsze twory dantejskiej fantazji. (…) Rosyjskie rowy strzeleckie w Sękowej zostały przez artylerię i przez niemieckich miotaczy min formalnie rozniesione. Gdy armaty zamilkły, a sprzymierzeni przeszli do ataku, Rosjanie kupami wybiegali z rowów, zbryzgani krwią towarzyszy, owalami ziemią i przerażeni poddawali się. Uciekać nie mogli, bo i odwrót mieli odcięty. (…)”.
Link do artykułu z relacją Władysława Długosza:
https://jbc.bj.uj.edu.pl/publication/165094
W tygodniku Piast nr 21 z 23.05.1915 r. Franciszek Piątkowski relacjonuje swoją wycieczkę do Łużnej i na górę Pustki. Pisze: „(…) Gdzie popatrzeć — wszędzie ‘dekunki’ nasze i moskiewskie. Przed dekunkami gęste kolczaste druty, a przed drutami leżą całe drzewa z gałęziami, poukładane w kierunku prostopadłym do drutów, pniem ku dekunkom, a gałęziami w stronę przeciwnika. Gałązki drobne obcięte, a tylko sterczą grubsze gałęzie i wystawiają swe ramiona ku wrogom, zapraszając ich w objęcia śmierci. Na takich gałęziach wstrzymuje się impet wroga, gdyż gałęzi nie przetnie tak nożycami, jak druty. (...) W międzyczasie podziwiam ogromną celność naszych armat, które powyrywały wielkie doły koło rosyjskich rowów strzeleckich. Przechodzimy wreszcie przez stargane na strzępy od naszego ataku moskiewskie druty ochronne i zaglądamy do ich dekunków — psich bud. Idziemy ostrożnie, nie dotykamy się niczego, gdyż jeden z wojskowych nas objaśnia, że można łatwo natrafić na podziemne miny. Z dekunków czuć przykry smród. Pełno tu szmat, czapek i różnych gałganów. Karabiny i amunicyę już wojsko pozbierało. Koło drzewa stoi oparty obraz, przedstawiający Panu Jezusa na krzyżu. (…) Drzewa, poza dekunkami moskiewskimi tak od naszej artyleryi strzaskane, że sprzewracane potworzyły zaporę nie do przebycia, tak, iż nawet byłoby niepodobnem uciekać Moskalom z tych swoich jam. Na drzewach widać pozawieszane szczątki z ubrań moskiewskich. Tamtejsi włościanie nas objaśniają, że pod wpływem działania naszych granatów Moskale wyskakiwali wysoko w powietrze i zawieszali się na drzewach. (…) Koło dekunków groby moskiewskie. (…)”. Pełna treść artykułu:
https://jbc.bj.uj.edu.pl/publication/111638
Można przypuszczać, że ten opis jest i tak dosyć oględny, relacja powstała bowiem 9 maja 1915 r., a więc 7 dni po przejściu frontu przez wzgórze Pustki. Od zakończenia walk na polu bitwy pracowały już specjalne oddziały uprzątania pól bitewnych, których zadaniem głównym było zabezpieczenie terenu pod względem sanitarnym, militarnym a następnie zinwentaryzowanie i zmapowanie wszystkich mogił żołnierskich z możliwie dokładnym położeniem i identyfikacją. Do najtrudniejszych i najcięższych prac związanych z wyszukiwaniem i transportowaniem ciał poległych żołnierzy wszystkich armii zatrudniano jeńców, na tym terenie głównie rosyjskich.
F. Piątkowski pisze o tym co zobaczył w okopach: „(…) Dalej leży list od Anny L., datowany w Wilamowicach [msz: zabór pruski] dnia 17 marca do Stasia. Nie przeglądam już reszty napotkanych papierów, bo napotykamy groby poległych. Czytam niemiecki napis na wspólnym grobie: Tu spoczywają dzielni wojownicy Inf. Reg. [msz: biała plama] polegli dnia 2 maja 1915. Na następnym krzyżu, postawionym na świeżej mogile, widnieje napis: Kadett Johan Kobiałka, Inf. Reg, [msz: biała plama] padł 5 maja 1915. (…) Pod kościołem znowu groby. Między innymi czytam polskie nazwisko: Inf. Reg. [msz: biała plama] oddział pionierów, Michał Matlak, padł 1.V. 1915. Pod tem napis polski: ‘Cześć jego pamięci’. O tak! Cześć pamięci tych bohaterów Polaków z [msz: biała plama] pułku, którzy idąc na bagnety, potrafili zdobyć obwarowane wzgórze Pustki. (…)”.
W Nowej Reformie nr 311 z dnia 22.06.1915 r. opis podróży z Zakopanego do Rymanowa przesłał czytelnik podpisujący się K.S. Cenzura państwowa zablokowała niektóre części tej relacji, ale i tak przytoczone słowa robią przytłaczające wrażenie. „(…) W Gorlickiem. Na całym obszarze tej doliny nie można dojrzeć ani jednego domu nieuszkodzonego, kawałka pola niezrytego granatami. Robi ona wrażenie miejsca, gdzie kopią glinę dla cegielni. Przy każdym niemal domu widać małe mogiłki i krzyżykami pół metra wysokości, na których kołyszą się czapki żołnierskie, które, widziane z daleka, robią wrażenie kroczącego wojska. Po prawej stronie drogi na wzgórku, wśród wspaniałego parku, widać zburzony pałac w Nowodworzu, widocznie zrabowany przedtem; na lewo, gdzie stał folwark, tylko gruzy pozostały, a wśród nich kilka żelaznych maszyn rolniczych, przewróconą do góry kołami karetę i samochód strzaskany kulą armatnią. Dalej na lewo widać duże pole pełne krzyżów, z mniejszemi pojedyńczemi i wielkiemi wspólnemi grobami. (…)”.
Link do całego artykułu:
https://jbc.bj.uj.edu.pl/publication/221148
Johann Broda – właściwy człowiek na właściwym miejscu
Po początkowym prowizorycznym zabezpieczeniu terenu pod względem sanitarnym podjęto w Wiedniu decyzję o budowie cmentarzy dla tysięcy żołnierzy wszystkich armii poległych w Galicji Zachodniej. Dotychczas naprędce usypane mogiły były często płytkie, słabo zabezpieczone przed zwierzętami i działalnością przyrody, zwłoki ludzi i zwierząt szybko się rozkładały. W dalszym ciągu występowało zagrożenie epidemią. Ponadto mogiły rozrzucone były na rozległych obszarach, często na polach uprawnych. Rolnicy mieli trudności z prowadzeniem prac polowych – i tak już późno rozpoczętych. Do zagrożenia epidemicznego dochodziła groźba głodu. Wycieńczone społeczeństwo mogło nie udźwignąć kolejnych nieszczęść. Władza państwowa po raz kolejny postanowiła udowodnić swoją sprawczość, podjęta decyzja obok funkcji użytkowej, miała również walory propagandowe. Wybudowanie ok. 400 cmentarzy, w tym kilku niezwykle reprezentacyjnych miało umocnić i utrwalić wizerunek cesarstwa w oczach społeczeństwa. Cmentarze miały być nie tylko pomnikami dla poległych bohaterów, ale również miejscami przyszłych obchodów patriotycznych i rocznicowych zwycięskiej CK monarchii.
Więcej o powstawaniu i działalności Oddziału Grobów Wojennych C. i K. Komendantury Wojskowej w Krakowie (niem. Kriegsgräber-Abteilung K.u.K. Militär-Kommando Krakau – dalej KGA) można przeczytać np. w książce Agnieszki Partridge „Otwórzcie bramy pamięci”.
Oczywiście samo utworzenie Oddziału Grobów Wojennych w Krakowie nie załatwiało sprawy. Teren Galicji był i jest trudny logistycznie, liczba zebranych z pobojowisk ciał miała wynosić 60 tys., rozsiane do tej pory mogiły miały zostać skomasowane, dlatego zaplanowanie działań musiało być metodyczne i przemyślane. O szczegółach można poczytać w wielu otwartych źródłach lub w pracach specjalistów poświęconych tematyce cmentarzy w Galicji Zachodniej.
W ramach krakowskiego Oddziału Grobów Wojennych działania podejmują Sekcje oczyszczania pobojowisk, z komendanturą w Tarnowie. W okręgu III – Gorlice działał Schalchtfelde – Aufräumungs – Abteilung pod dowództwem kapitana rezerwy Johanna Brody. Johann Broda urodził się w 1882 r., z rezerwy powołany do służby wojskowej 13.01.1915 r., jednak z powodu stanu zdrowia, w tym wady serca został przesunięty z linii na zaplecze. W listopadzie 1915 będąc w wieku 33 lat objął nadzór nad chyba najtrudniejszym obszarem odpowiedzialności, jakim był oddział III w Gorlicach – wcześniej z siedzibą w Sękowej i pracował do końca jego działalności. Pod komendą j. Brody wybudowano łącznie 55 cmentarzy, na których pochowano prawie 9 tys. żołnierzy wszystkich armii, setki ekshumowano, podejmowano próby identyfikacji, a następnie przenoszono na miejsca docelowego spoczynku.
Zadania z jakimi mierzyła się ekipa z Sękowej/Gorlic były z każdego możliwego zakresu, od planowania i składania zapotrzebowania na materiały budowlane, na ludzi, w tym jeńców wojennych i specjalistów przesuwanych w ramach ck armii, zamawiania roślin ozdobnych do dekorowania ukończonych cmentarzy, planowanie urlopów podległych pracowników, pisania niekończących się raportów i kart służbowych zarówno do komendantury w Tarnowie jak i do KGA w Krakowie, aż po organizowanie ekshumacji na budowane cmentarze, identyfikowanie poległych. Jednak chyba najtrudniejszą sprawą była współpraca z pułkami i rodzinami w celu ustalenia miejsca pochówku konkretnego żołnierza. Nie był to proces łatwy z bardzo wielu powodów, począwszy od błędnych informacji udzielanych przez świadków śmierci do ksiąg pułkowych, błędy pisarskie, brak orientacji w terenie żołnierzy dokonujących pochówków, aż po zmiany na skutek przenoszenia mogił przez mieszkańców.
Na taki przypadek natrafiłam przeglądając dokumenty KGA w Archiwum Narodowym w Krakowie w sekcji korespondencja.
Fritz Floch – jak rozbić administrację ck monarchii
Z prośbą o uhonorowanie poległego plutonowego Fritza Flocha z cieszyńskiego pułku piechoty nr 100 (dalej IR 100) poprzez umieszczenie na jego grobie tablicy pamiątkowej zwrócił się jego brat, Max Floch, (adres do korespondencji Bielitz, Stadtberg 12).
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ska ... 56a168a141
Pierwsze pismo w tej sprawie datowane jest na marzec 1916 r., a finalna odpowiedź – po wymianie ponad 20 kart różnych pism – nastąpiła w maju 1917 r. Do dzisiaj jednak nie jest pewne, gdzie został pochowany Fritz Floch – ale o tym dalej, bo w przypadku pechowego plutonowego wszystko poszło nie tak.
Fritz Floch urodził się w 1889 r., w roku 1907 ukończył k. k. Staats-Oberrealschule in Bielitz i prawdopodobnie do wybuchu wojny pracował jako nauczyciel w żeńskiej szkole podstawowej w Bielsku. Kiedy poległ miał zaledwie 26 lat, nie wiadomo, czy pozostawił kogoś oprócz brata. W cieszyńskim pułku piechoty był plutonowym w 1 kompanii polowej. Szczęśliwie przetrwał szturm w Łużnej na wzgórze Pustki, zginął, no właśnie gdzie?
W pułkowej księdze zgonów: zapisano Łużną jako miejsce pochówku,
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ska ... ba5ae41c39
świadkowie kopiący grób zeznawali, że to był Biecz, grób masowy z 30 towarzyszami broni, obok ruin zamku (!),
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ska ... dfb96ebc7e
a podoficerowie, że pułk udokumentował na szkicu miejsce poprawnie, i na pewno nie była to Łużna:
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ska ... ca6ab6c876
Pułk przesyła szkic, gdzie zlokalizowano mogiłę założoną po szturmie na wzgórze Dział Krzemienny
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ska ... 8fce12c57d
Na mapach miejsce pierwotnej mogiły ze szkicu znajduje się w pobliżu tego punktu (49.74225293 N 21.19025874 E)
https://maps.app.goo.gl/o5aQbJLf5uMgFJKt8
Z map opracowanych przez gen. Franciszka X. Latinika wynika, że 3 maja 1915 r. IR 100 batalion I, do którego należał pluton Fritza Flocha dotarł i zdobył Dział Krzemienny
https://polona.pl/item-view/6c3a5efd-cd ... 72?page=88
i gdzie tego dnia założył obóz
https://polona.pl/item-view/6c3a5efd-cd ... 72?page=90
Samą operację tak opisuje we wspomnienia gen. Latinik: „(…) Za potokiem, biegnącym przez wieś Bugaj, skierowano oś natarcia wprost na wzgórze Dział Krzemienny, znak trygonometryczny 371. Po osiągnięciu zagród na południowy zachód tegoż wzgórza spoczywał 100 pp. blisko godzinę, kiedy 3 pp. i 57 pp. atakowały nieprzyjaciela, broniącego się w umocnionej pozycji. Ogień karabinów Rosjan z kierunku północnego i wschodniego odczuł 100 pp., ponosząc straty w rannych i zabitych. O 15h 30m popołudniu, przednie pułki (57, 3 i honwedów), po zdobyciu okopów nieprzyjacielskich, zdały się już wyczerpane. Nieprzyjaciel bronił wciąż samego wzgórza Działu Krzemiennego. Wówczas to rozkazał dowódca brygady 23-ej wprowadzić 100 pp. do ataku. Rozwinąwszy bataljon IV na widoczną z daleka grupę domów, bataljon III na lewo od poprzedniego i bataljon I w drugim rzucie jako odwód za lewem skrzydłem, przeszedł pułk natychmiast do akcji. Podczas natarcia w terenie trudnym, częściowo gęsto zalesionym, poprzerzynanym jarami, wąwozami i urwiskami, nie łatwo było zaiste utrzymać kierunek. To też pomięszały się ze sobą oddziały prawie wszystkich pułków. (…) Straty 100 pp. wynosiły 10 zabitych i 94 rannych. (…)”.
https://polona.pl/item-view/6c3a5efd-cd ... 72?page=43
Wśród poległych był i nasz plutonowy.
To był trudny dzień pod każdym względem, w wymagającym terenie, po zdobyciu wzgórza, ale wciąż pod ostrzałem, który ustał dopiero po wyparciu armii rosyjskiej z Racławic – tj. po 22.00 wg gen. Latinika, otrzymano amunicję, ale nie dojechały kuchnie polowe. Kolejnego dnia wymarsz zaplanowano na godzinę 5.00 rano. W warunkach ograniczonego czasu i możliwości żołnierze musieli pamiętać o poległych kolegach, tak aby nie pozostali zapomniani gdzieś wśród pól na pastwę zwierząt. Mogiłę złożono w pobliżu obozu i udokumentowano na szkicu i być może fotografii.
Front przeszedł, a na teren walk zaczęło wracać z wolna życie. Okoliczni rolnicy kontynuowali prace polowe, co wcale nie było łatwe, biorąc pod uwagę stan pól po ostrzałach artyleryjskich, rozsiane mogiły żołnierskie i pochowane konie. Tak pisze Maria Kromayowa w swoim dzienniku pod datą 14.06.1915
„(…) Cicho na górach, na drogach. Kolej tylko świstem idących pociągów daje znak życia. Ludzie gorączkowo robili po polach, bo czas był spóźniony. Obecnie jest taka posłucha, że nic się robić nie da. Coraz częściej tylko ludzie mówią: ‘nie będzie chleba jak Pan Jezus nie da deszczu’. Upały mamy wielkie. Nasze wspaniałe balsamiczne powietrze górskie straciło na jakości. Bo wyziewy nawozów od tylu tysięcy koni, potem dużo koni zastrzelonych, zakopano w nazbyt płytkich dołach (…)”.
W okolicy Binarowej ludzie sami biorą sprawy w swoje ręce. Organizują miejsce na mogiły poległych żołnierzy na cmentarzu parafialnym i przenoszą te, które są zagrożeniem dla zdrowia ludzi lub ulokowane niedogodnie dla gospodarzy. Później okaże się, że plutonowy Fritz ponownie miał pecha.
W marcu 1916 r. Max Floch, brat poległego rozpoczyna korespondencję z KGA, prosząc o upamiętnienie Fritza Flocha. Mimo dostarczenia szkicu, jeszcze zimą 1916 r. administracja wojskowa wciąż stara się wyjaśnić wszystkie niespójne informacje na temat losów mogiły zorganizowanej przez IR 100 w okolicy koty 371. Być może mogiła została przeniesiona na cmentarz wojenny do Racławic, bo tamtejsze pochówki tak właśnie zadysponowano, ale nie wiadomo, bo potrzeba więcej informacji … itp. itd. W tym momencie KGA Kraków kładzie kres tym rozlicznym przypuszczeniom i czyni szefa sekcji oczyszczania pól bitewnych Gorlice III Johanna Brodę osobiście odpowiedzialnym za końcowe wyjaśnienie sytuacji.
Wiosną 1917 r. wreszcie wydaje się, że miejsce spoczynku plutonowego z Bielitz, Fritza Flocha zostało ustalone: został pochowany w grobie nr 997 na cmentarzu nr 46/III, co oznacza, że wg zgromadzonej dokumentacji leży on w mogile nr 15 na cmentarzu nr 110 Binarowej – poniżej wyjaśnienia z zakończenia tej sprawy złożone przez kpt. Johanna Brodę, szefa sekcji Gorlice III w maju 1917 r. (!)
[msz: tłumaczenie własne] „Wcześniejsze informacje o poszukiwaniu grobu Fritza Flocha z IR 100 zostały potwierdzone. Poprzednie miejsce pochówku dowódcy plutonu zostało jednoznacznie ustalone na podstawie szkicu. Ustalono również, że na polecenie władz lokalnych w Binarowej, liczne ciała leżące na okolicznych polach zostały zebrane i przetransportowane na cmentarz. Ponieważ ciało ww. osoby pochowano bardzo płytko, zostało ono przez ludność ekshumowane i przeniesione z mogiły na polu Jana Rutany, Binarowa nr 68 na cmentarz lokalny. Wspomniany rolnik pamięta, że w chwili przenoszenia ciał otwarta była mogiła nr 997, można więc z całą pewnością założyć, że Floch Fritz z IR 100 został pochowany w zbiorowej mogile nr 997 na cmentarzu 46/III.”
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ska ... bdea275321
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ska ... 902280c01f
Tylko że w zasadzie to … nie wiadomo. Aktualna dokumentacja dotycząca cmentarza w Binarowej wskazuje na zupełnie inny grób masowy – podobnie jak mogiła nr 997. Zgsf. Fritz Floch spoczywa (teoretycznie) w mogile nr 11 i dzieli krzyż z kolegą z tego samego pułku (IR 100) - Ldst. Inf. Josefem Fischerem. Zdjęcie za blogiem Darka.
https://bylo-minelo-jest.pl/wp-content/ ... 174023.jpg
Artykuł na temat innych nieścisłości z cmentarza w Binarowej również znajdziecie na blogu Darka.
https://bylo-minelo-jest.pl/binarowa-czesc-2/
Jak było naprawdę już się nigdy nie dowiemy, Max Floch otrzymał z KGA Kraków jedynie zapewnienie o umieszczeniu w przyszłości – po skończeniu budowy cmentarza – stosownych informacji na grobie brata oraz o wykonaniu i przesłaniu mu fotografii.
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ska ... 15c2cff1b0
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ska ... 8ed65ec51a
Mimo podobnych jak historia plutonowego Fritza potknięć, niedociągnięć, a nawet kilku ucieczek jeńców rosyjskich kpt. Johann Broda był najwyraźniej skutecznym i zasłużonym dla sprawy człowiekiem. Już po roku działalności, tj. w piśmie datowanym na 06.12.1916 roku komendant krakowskiej Komendy Wojskowej gen. Adam Brandner von Wolfszahn, podsumowując podróż inspekcyjną, podkreślił nadzwyczajne postępy w oddziałach III, VI i VIII i udzielił ponownej pochwały trzem komendantom, w tym a byli to porucznicy rezerwy Johann Broda, Siegfried Haller i Karl Schölich. Po upływie kolejnych 6 miesięcy, tj. w maju 1917 roku został ponownie doceniony i otrzymał brązowy medal Signum Laudis z mieczami [treść za wpisem KG]. Kapitan Broda pracował w swoim oddziale do końca jego funkcjonowania. Nie znam jego dalszych losów, ale uważam, że to co osiągnął, będąc jeszcze przed 40-tką było rzeczywiście niezwykłe – biorąc pod uwagę ograniczone zasoby jakie miał do dyspozycji i nieograniczone morze kłopotów.
Źródła na temat Johanna Brody:
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ska ... f3d5d4c006
https://austro-wegry.eu/viewtopic.php?f ... oda#p10144
https://austro-wegry.eu/viewtopic.php?f ... oda#p12096
Źródła na temat Fritza Flocha:
https://www.sbc.org.pl/publication/79110
https://www.sbc.org.pl/publication/63653
Fotografie:
https://digital.onb.ac.at/rep/osd/?10D3FBE7
https://digital.onb.ac.at/rep/osd/?10D3FF28
https://digital.onb.ac.at/rep/osd/?10D3FF31
https://digital.onb.ac.at/rep/osd/?10D3FFDA
https://dfg-viewer.de/show?tx_dlf%5Bid% ... aa5ca005e0
https://dfg-viewer.de/show?tx_dlf%5Bid% ... 3e943792fc
https://dfg-viewer.de/show?tx_dlf%5Bid% ... 984467f608
https://digital.onb.ac.at/rep/osd/?10F78455