Jozef Wittlin Sol Ziemi

Publikacje książkowe
Awatar użytkownika
Welfer
Posty: 36
Rejestracja: 07 cze 2018, 18:31
Lokalizacja: Northern Europe

Jozef Wittlin Sol Ziemi

Post autor: Welfer » 09 cze 2018, 15:22

A moze by tak troche beletrystyki w temacie ksiazki?

Jak dla mnie to jest jedna z wielu rzeczy do czytania typu obowiazkowa. Czesto wracam do niej czytajac fragmenty.
Dlugo autor sie meczyl nad ta ksiazka ale efekt jest superb...
"Czlowiek mysli, ze jest gigantem, a jest gowniarzem, kolego."

Awatar użytkownika
Ursi
Posty: 160
Rejestracja: 18 maja 2018, 16:57
Lokalizacja: Leżajsk (dawniej)
Kontakt:

Re: Jozef Wittlin Sol Ziemi

Post autor: Ursi » 09 cze 2018, 17:50

Niedawno kupiłem I wydanie przedwojenne. Tylko stan słaby, oddam do ratowania...
Můj praděda byl voják, který válčil na Piavě.

Awatar użytkownika
Welfer
Posty: 36
Rejestracja: 07 cze 2018, 18:31
Lokalizacja: Northern Europe

Re: Jozef Wittlin Sol Ziemi

Post autor: Welfer » 09 cze 2018, 18:44

Ursi, polecam...; swietna rzecz...
"Czlowiek mysli, ze jest gigantem, a jest gowniarzem, kolego."

Awatar użytkownika
Welfer
Posty: 36
Rejestracja: 07 cze 2018, 18:31
Lokalizacja: Northern Europe

Re: Jozef Wittlin Sol Ziemi

Post autor: Welfer » 09 cze 2018, 18:59

A ja mam typowe wydanie PIW 1995. Mozna sie zanurzyc w CK czasy...
"Czlowiek mysli, ze jest gigantem, a jest gowniarzem, kolego."

Awatar użytkownika
Ursi
Posty: 160
Rejestracja: 18 maja 2018, 16:57
Lokalizacja: Leżajsk (dawniej)
Kontakt:

Re: Jozef Wittlin Sol Ziemi

Post autor: Ursi » 09 cze 2018, 20:33

Znam na wyrywki ;)
Můj praděda byl voják, který válčil na Piavě.

Awatar użytkownika
Welfer
Posty: 36
Rejestracja: 07 cze 2018, 18:31
Lokalizacja: Northern Europe

Re: Jozef Wittlin Sol Ziemi

Post autor: Welfer » 09 cze 2018, 20:54

Asenerunek jest tam swietnie opisany...
"Czlowiek mysli, ze jest gigantem, a jest gowniarzem, kolego."

Awatar użytkownika
Slavio
Posty: 24
Rejestracja: 03 cze 2018, 17:57
Lokalizacja: Lublin

Re: Jozef Wittlin Sol Ziemi

Post autor: Slavio » 27 cze 2018, 18:50

Właśnie kupiłem, czeka w kolejce. Pierwsza w kolejce "Kronika życia Kapusty Stefana"
Bella qerant alii, tu felix Austria nube

CK Obywatel
Posty: 7
Rejestracja: 28 cze 2018, 09:32

Re: Jozef Wittlin Sol Ziemi

Post autor: CK Obywatel » 28 cze 2018, 09:54

Korzystając z okazji, chciałbym wszystkich serdecznie powitać i wyrazić swoją radość, że udało się - koniec końców - nowe forum odpalić.
W tym miejscu pozwalam sobie wkleić przekopiowany cały wątek z poprzedniego forum poświęcony "Soli ziemi". Szkoda, żeby przepadło, bo może się komuś przyda.


J. Wittlin "Sól ziemi"
Lemberg 1914
Wysłany: 2007-03-17, 21:25 J. Wittlin "Sól ziemi"

Zamiast włanych wypocin...

Cytat:
"Niewątpliwie z perspektywy dzisiejszych czasów, tak pełnych nienawiści i wrogości, austriacka wojna, stanowiąca osnowę "Soli ziemi", może się wydawać łagodnym absurdem. Przynajmniej na odcinku znanym autorowi "Soli ziemi". Był on w tej wojnie żołnierzem austriacko-węgierskiej piechoty od jesieni 1916 do jesieni 1918 roku. Podobnie jak większość jego kamratów nie czuł on żadnej nienawiści do "wrogów", za jakich kazano mu uważać Rosjan, Włochów, Serbów i Rumunów. Przeciwnie: w czasie tej wojny zaprzyjaźnił się z rosyjskimi jeńcami, którzy w austriackich lazaretach pełnili, nieraz z poświęceniem, obowiązki pielęgniarzy. Okazywali oni wiele serca rannym lub chorym "nieprzyjaciołom". Z wdzięcznością wspominam czułą opiekę, jaką otaczał mnie w jednym ze szpitali wojennych, w baraku chorób zakaźnych, młody jeniec rosyjski imieniem Zacharko. Nazwiska tego człowieka nigdy nie znałem, ale wciąż widzę jego dobrą twarz, twarz prostego, szczerego chłopca, jakby przeniesionego do rzeczywistości roku 1917 - z książek Lwa Tołstoja..."

Art
Wysłany: 2007-03-17, 21:33

Hmmmm, nie wypociłeś się... a co dalej ??? może coś o książce , o autorze?

Lemberg 1914
Wysłany: 2007-03-17, 23:11

Dobra, będzie więcej potu. Cytuję za Wikpedią.

"Józef Wittlin (17 sierpnia 1896 - 28 lutego 1976), polski poeta, pisarz i tłumacz. Nominowany do Literackiej Nagrody Nobla.

Urodził się w Dmytrowie na Podolu. Przez 18 lat chłopięcych i pierwszej młodości (jak pisze: decydujących o całym późniejszym życiu) mieszkał we Lwowie. Miastu temu poświęcił jeden z najpiękniejszych hołdów literackich, jakie można spotkać w polskiej literaturze - wydany w 1946 w Nowym Jorku Mój Lwów.

Wykształcenie filozoficzne i językoznawcze uzyskał na Uniwersytecie w Wiedniu. Podczas I wojny światowej służył w armii austro-węgierskiej. Należał do grona "satelitów" wokół kręgu Skamandrytów. Można się dopatrywać w jego poezji dojrzałego ekspresjonizmu, w szczególności w zbiorze "Hymny" (1920). Najbardziej znana jest powieść "Sól ziemi" (1936) również zabarwiona ekspresjonizmem. "Sól Ziemi" w założeniu autora miała być pierwszym tomem trylogii "Powieści o Cierpliwym Piechurze", w skład której wejść miały jeszcze "Zdrowa Śmierć" i "Dziura w Niebie" (rękopis "Zdrowej Śmierci" zaginął podczas wojny). "Sól Ziemi" przedstawia dzieje zwyczajnego żołnierza (Piotra Niewiadomskiego) z początku I wojny światowej, w groteskowym świecie przedstawionym. Powieść ta została przetłumaczona na 9 języków. Sam Wittlin przełożył m.in. Odyseję heksametrem, oraz Epos o Gilgameszu. W 1937 dostał Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury. Po II wojnie światowej pozostał na emigracji, zmarł w Nowym Jorku."

Książka którą posiadam, została wydana w roku 1988 nakładem PIW-u. :!:

Art
Wysłany: 2007-03-18, 00:52

No, to już lepiej... A może coś o książce ? Bo tak się wstrzeliłeś, że mnie sam tytuł to ze Śląskiem się kojarzy... :lol: Może choć spis treści, Twoje wrażenia po przeczytaniu?

twajda
Wysłany: 2007-03-18, 07:59

Tam chyba nie ma spisu treści. Początek wojny, mobilizacja we Wschodniej Galicji, na przykładzie losów miejscowego kolejarza? dróżnika? ( czytałem dość dawno, a nie mam w tej chwili pod ręką ).
Myślałem, że każdy to zna i czytał :) Na pewno warto. Ja kupiłem w jakimś antykwariacie internetowym po dość długich poszukiwaniach ( oj, nie było łatwo ). Ale ostatnio bywa na Allegro.

twajda
Wysłany: 2007-03-18, 08:03

Sprawdziłem - nawet nie dróżnik, tylko taki zwykły fizyczny na stacji kolejowej

twajda
Wysłany: 2007-03-18, 08:07

Był taki ładny fragment o torach biegnących na zachód, które łączą zapyziałą stacyjkę z samym Wiedniem i którymi któregoś dnia może nadjechać salonka Najjaśniejszego Pana - cytuję z pamięci, bo nie mogę znaleźć odnośnego fragmentu; znaczy się, trzeba znowu przeczytać całość.

Allonsanfan
Wysłany: 2007-03-19, 08:34

Czytałem. Dobre tylko że skończyło się zanim zdążyło się naprawdę zacząć.

Miał to być początek trylogii. Niestety, nie dane było autorowi skończyć. A zapowiadało się obiecująco ...

kadet Biegler
Wysłany: 2008-10-14, 21:00

To chyba najlepsza książka dwudziestolecia

Allonsanfan
Wysłany: 2011-06-09, 08:10

Jako uzupełnienie do pytania w konkursie, chciałem trochę na temat pułku w którym służył Piotr Niewiadomski.

Oto setki zdrowych, przeważnie chłopskich ciał czekało tam w dole na łaskę wcielenia, na łaskę umundurowania w barwach pułku. Piekne to były barwy: pomarańczowe. W czasie pokoju "właścicielem", czyli szefem pułku był pewien bałkański suweren, z którym dziś cesarsko-królewska monarchia toczyła wojnę. Mimo to pułk nie zmienił nazwy. Stać go jeszcze było na zbytek kurtuazji. Pozostał nadal X-tym pułkiem infanterii imienia króla N.

Jedynym bałkańskim suwerenem-właścicielem ck pułku, którego kraj na początku wojny był w stanie wojny z Austro-Węgrami, był król Czarnogóry. Czyli najbardziej pasowałby 55 pułk piechoty(Infanterieregiment Nikolaus I. König von Montenegro). Tylko jedno się tu nie zgadza - jego barwy były brązowo-czerwone(rothbraun) a nie pomarańczowe.

Ten "X-ty pułk infanterii imienia króla N" jakiś mądrala w sieci przetłumaczył jako 10 pułk piechoty im. Króla Niegosza. "X" na "10" a "N" na Niegosza. Król Czarnogóry nazywał się Mikołaj I Mirković Petrović-Niegosz(Nikola I Mirković Petrović-Njegoš) czyli "N" mogło oznaczać Niegosz lub Nikola. "N" mogło też oznaczać Nikitę bo tak go też nazywano.

Jeszcze jedno nie pasuje.

Jutro jazda! - zawyrokował Durek, składając papier - Jeszcze dzisiaj macie zgłosić się do pana naczelnika po marszrutę.
Do Stanisławowa? - zapytał Piotr. Kadra jego bowiem była w Stanisławowie.
Do jakiego Stanisławowa? Na Węgry!

Piotr Niewiadomski ostatecznie się udał do miejscowości Andrásfalva na Węgrzech, bo tam znalazła się kadra pułku. Jak sam autor przyznaje ta miejsowość, podobnie jak Topory-Czernielica z początku powieści, jest fikcyjna.

W każdym razie 55 pułk kadrę miał we Lwowie, nie w Stanisławowie. Jedynym pułkiem z kadrą w Stanisławowie był 58. Ale on był imienia arcyksięcia Ludwika Salwatora.

Nawiasem mówiąc, Piotr Niewiadomski zgłaszał się do powiatowej komendy uzupełnień w Śniatyniu. Ten Śniatyń leży zdecydowanie bliżej Stanisławowa niż Lwowa tak że bardziej by tu pasował 58 pułk niż 55. Wygląda na to że p. Wittlin trochę pokręcił jeśli idzie o pewne realia wojskowe jak lokalizacja i barwy pułków. Jako literat pewnie nie zwracał uwagi na takie prozaiczne detale.


Trotta
Wysłany: 2011-06-09, 09:06

Allonsanfan napisał/a:
Nawiasem mówiąc, Piotr Niewiadomski zgłaszał się do powiatowej komendy uzupełnień w Śniatyniu. Ten Śniatyń leży zdecydowanie bliżej Stanisławowa niż Lwowa tak że bardziej by tu pasował 58 pułk niż 55. Wygląda na to że p. Wittlin trochę pokręcił jeśli idzie o pewne realia wojskowe jak lokalizacja i barwy pułków. Jako literat pewnie nie zwracał uwagi na takie prozaiczne detale.

Zabawa dalej jest niezła. Żaden z galicyjskich pułków nie miał pomarańczowych barw. Co lepsze, jeżeli dobrze kojarzę, gdzie ta Czernielica leży - to Niewiadomski mieszkałby na terenie powiatu z siedzibą w Tłumaczu albo w Horodence - oba w EBz Stanisławów. A powiat śniatyński o ile wiem uzupełniał już 24 kołomyjski IR!

Hagedorn
Wysłany: 2011-06-09, 10:46

Trotta napisał/a:
Zabawa dalej jest niezła. Żaden z galicyjskich pułków nie miał pomarańczowych barw.

czepiacie się Panowie! "rotbraun" to wg mnie raczej "ceglasty", niż "czerwono-brązowy" (dosłowna kalka), a od ceglastego do pomarańczowego przecież nie daleko!
co innego gdyby autor napisał zielony, albo niebieski... 8)

Trotta
Wysłany: 2011-06-09, 10:50

Hagedorn napisał/a:
Trotta napisał/a:
Zabawa dalej jest niezła. Żaden z galicyjskich pułków nie miał pomarańczowych barw.

czepiacie się Panowie! "rotbraun" to wg mnie raczej "ceglasty", niż "czerwono-brązowy" (dosłowna kalka), a od ceglastego do pomarańczowego przecież nie daleko!
co innego gdyby autor napisał zielony, albo niebieski... 8)

Ja tam już wolę dmuchać na ... czerwone, skoro do bidnych cwancygierów z GRH Gorlice czepili się za czerwień szkarłatną miast raczej (czy rakowej) :wink:

Hagedorn
Wysłany: 2011-06-09, 10:56

Trotta napisał/a:
Ja tam już wolę dmuchać na ... czerwone, skoro do bidnych cwancygierów z GRH Gorlice czepili się za czerwień szkarłatną miast raczej (czy rakowej)

z tego co pamiętam u Kroha ("O Szwejku i o nas") to w użyciu było aż 8 odmian czerwieni, nie licząc różów i brązów - ciekawe czy były wtedy jakieś oficjalne próbki porównawcze (takie zestawienie odcieni z opisem) i czy ktoś się nimi faktycznie przejmował... :shock:

Allonsanfan
Wysłany: 2011-06-09, 11:02

Ceglastoczerwony, z tego co wiem, to był krapprot nie rotbraun.

Hagedorn
Wysłany: 2011-06-09, 11:08

Allonsanfan napisał/a:
Ceglastoczerwony, z tego co wiem, to był krapprot nie rotbraun.

nie "ceglastoczerwony", a po prostu ceglasty: http://www.sysbo.com/grafik/Farben/rotbraun.jpg
chodzi mi zwyczajnie o to, że całkiem możliwa jest pomyłka w rozróżnieniu między czerwonym czy brązowym (zwłaszcza gdy te spłowieją na słońcu!), a pomarańczowym...

Trotta
Wysłany: 2011-06-09, 12:07

Hagedorn napisał/a:

z tego co pamiętam u Kroha ("O Szwejku i o nas") to w użyciu było aż 8 odmian czerwieni, nie licząc różów i brązów - ciekawe czy były wtedy jakieś oficjalne próbki porównawcze (takie zestawienie odcieni z opisem) i czy ktoś się nimi faktycznie przejmował... :shock:

Z nazw by wynikało że nawet więcej: dunkelrot, bordeauxrot, krapprot, amarantrot, kirschrot, karmesinrot, scharlachrot, krebsrot, blassrot i rosenrot, choć może optycznie nie wszystkie z nich by się nadawały do nazwania czerwienią - bo np. dwa ostatnie to już róż. Aaa, jeszcze na deser oczywiście wzmiankowany już rotbraun...

Hagedorn
Wysłany: 2011-06-09, 14:02

no właśnie, konia z rzędem temu, kto na pierwszy rzut oka odróżni np. czerwień bordeaux od czerwieni wiśniowej

Trotta
Wysłany: 2011-06-09, 14:20

Hagedorn napisał/a:
no właśnie, konia z rzędem temu, kto na pierwszy rzut oka odróżni np. czerwień bordeaux od czerwieni wiśniowej

No jak to - przecież od razu widać, że faktura materiału inna :D

Art
Wysłany: 2011-06-09, 15:51

I kawałek materiału większy... :mrgreen:
A ja szukam Stahlgruen... Kawałek, na dwa wyłogi na kołnierzu... I nic... :cry:

Trotta
Wysłany: 2011-06-16, 08:56

:oops: "zapomniałem", że bośniackie pułki piechoty używały koloru alizarinrot. Kawaleria już, na szczęście, nie cudowała :lol:

Ursus
Wysłany: 2012-01-14, 16:51

twajda napisał/a:
Sprawdziłem - nawet nie dróżnik, tylko taki zwykły fizyczny na stacji kolejowej

Najpierw był fizycznym - tragarzem, ale potem dochrapał się posady dróżnika.

Czytam właśnie, jestem w połowie, kiedy dociera do kadry na Węgrzech. Świetna literatura, genialna wręcz. I klimat galicyjski smacznie podany... polecam.

Na zachętę może mały fragmencik, szczególnie dla wielbicieli języków Monarchii :p

Cytat:
Dopiero na węgierskiej stacji Huszt przeraził się bezdennej głębii faktu, że ten żandarm jak każdy człowiek ma oczy, uszy, usta, a jednak z tych ust nie wychodzą ludzkie dźwięki. Nie, mowa madziarka nie była ludzka. Była ogniem, siarką i papryką. Żandarm ma uszy, ale czemu nie słyszy tego, co mu po niemiecku tłumaczy Semen Baran, człowiek bardzo mądry? (Trzy lata spędził Baran na saksach i kawał świata zjeździł.) Słyszy, dobrze słuszy, ale między nim a Semenem Baranem jest gruby, nieprzenikniony mur. Odłamek wieży Babel. I żeby to chociaż był wróg, Moskal, Serb, ale to niest niby człowiek swój, cesarski... Nie, to nie był człowiek cesarski. Cesarski człowiek cesarskiego człowieka zawsze jakoś zrozumie, choćby i po niemiecku. Ten żandarm to — człowiek królewski. Bo u Madziarów cesarz jest zaledwie królem. Widać — Madziary nawet na cesarza nie zasługują. Z taką mordą i z taką mową.

CK Tiger
Wysłany: 2012-01-14, 19:34

Gdy to czytałem, to ostatni fragment ("Widać — Madziary nawet na cesarza nie zasługują. Z taką mordą i z taką mową.") od razu mi sapera Vodiczkę nasunął na myśl. :D

Ursus
Wysłany: 2012-01-15, 19:52

Jeszcze jeden fragmencik:

Cytat:
Kult Subordynacji wymagał licznych praktyk, tudzież rytualnych gestów. I nie dziw się, wnuku, prawnuku, któremu opowiadam tę długą opowieść, że w owych czasach dalekich miliony mężczyzn musiały zastygać w bezruchu i kłaniać się obcym ludziom, ponieważ błyszczały na nich gwiazdy. Musieliśmy się kłaniać wszystkim panom frajtrom, i panom kapralom, i panom plutonowym, i panom feldfeblom, a osoblinie panom oficerom od fähnricha aż po Ich Ekscelencje panów feldmarszałków. I jeszcze wyżej musieliśmy się kłaniać, aż strach pomyśleć jak wysoko. Wszystkim tym rozgwieżdżonym mocom należał się wszelako ten sam ukłoon, chociaż rozum nakazywał uwzględnić tak duże różnice, a wiec inaczej salitować kaprala, a całkiem inaczej generała. Skoro kaprala pozdrawiało się jedną ręką — powinno się generała salutować obiema. Tak nakazywałby rozum. Tak też uczynił pewien żołnierz, którego cierpliwy czytelnik pozna jeszcze w ciągu tej opowieści. Żołnierza owego wyrzucono potem z cesarsko-królewskiej armii jako wariata.

Zaczyna się nieco patetycznie, a końcówka iście haszkowska :)

Art — sięgnij po ten tekst koniecznie — jest dużo o kuferku.

Allonsanfan napisał/a:
Ten "X-ty pułk infanterii imienia króla N" jakiś mądrala w sieci przetłumaczył jako 10 pułk piechoty im. Króla Niegosza. "X" na "10" a "N" na Niegosza. Król Czarnogóry nazywał się Mikołaj I Mirković Petrović-Niegosz(Nikola I Mirković Petrović-Njegoš) czyli "N" mogło oznaczać Niegosz lub Nikola. "N" mogło też oznaczać Nikitę bo tak go też nazywano.

Okazuje się, że ten mądrala nie był pierwszy. Na stronie 241 mojego wydania (1979) znajduje się taki passus:

Cytat:
Natomiast o naszym regimencie krążyły po całej armii najzjadliwsze dowcipy, rzekoma głupota Hucułów stała się przysłowiowa. "Nawet durny Hucuł z dziesiątego pułku imienia króla N. to rozumie!" — mawiali oficerowie w innych formacjach, gdy rekrut czegoś nie rozumiał lub robił źle.

Tylko że 10. to był pułk przemyski, z papuziozielonymi wyłogami. A Piotr był przeca Landszturminfanterystą...

Trotta
Wysłany: 2015-02-03, 12:10

Dziś miałem pogawędkę nt psychologizujących głupot, których ludzie się naczytają w książeczkach i potem wprowadzają w życie (ze szkodą dla innych, często i dla siebie - bezmyślność kosztuje). I przypomniał mi się ten uroczy fragment z "Soli ziemi":

Cytat:
Gutenberg, Johann Gutenberg nazywał się ów człowiek, którego diabeł spił w Moguncji reńskim winem i kazał mu w roku 1450 wynaleźć nową torturę ludzi niepiśmiennych i ubogich duchem.Opętany przez diabła założył Gutenberg wspólnie z niejakim Fustem pierwszą drukarnię. Od tego czasu diabelskie ziarno, jak zarazki cholery, rozmnożyło się po całej kuli ziemskiej, aby dniem i nocą niepokoić, czarować, zatruwać łakome dusze, owładnięte pychą umienia.

Dziwnym trafem dziś przypada rocznica śmierci Gutenberga. Dowiedziałem się o tym dopiero po opisanej pogawędce i po odnalezieniu stosownego cytatu.

krakał

Wysłany: 2015-02-03, 12:27

Wittlin jest kapitalny. Myślę, że "Sól ziemi" należy cenić równie wysoko, co "Przygody dobrego wojaka Szwejka". Tyle, że Haszka kojarzy każdy, a Wittlina... :cry: No i tak jak wyżej napisał Allons: skończyło się, zanim się zdążyło naprawdę zacząć. Wielka szkoda.

Trotta
Wysłany: 2015-02-03, 12:42

"Szwejk" jest niby bardziej uniwersalny... ale "Sól.." znacznie lepiej oddaje realia epoki, bo się ich trzyma dość mocno, nic zresztą na tym nie tracąc...
(oczywiście - pomijam scenę otwierająca, ale ona jest wyjątkiem)

krakał
Wysłany: 2015-02-03, 12:49

Eeeee, obie książki siedzą po uszy w cekańskim kontekście. I obie są uniwersalne. Z "Soli ziemi" mogło być coś o wiele lepszego od takiego na przykład "Stąd do wieczności". Poza tym, Wittlina czytało mi się potoczyście, a Jonesa jak po grudzie...

Trotta
Wysłany: 2015-02-03, 13:01

No ale Wittlin jest dla mnie dość wiarygodny, natomiast o Haszku tego nie mogę powiedzieć. Nie wiem, kiedy klimat odtwarza, a kiedy - wytwarza. No, ale my nie o Haszku :wink:

Allonsanfan

Wysłany: 2015-02-03, 14:04

Po prostu różni autorzy różnie monarchię widzieli i różnie przedstawiali. Inaczej Wittlin, inaczej Haszek, inaczej Roth, inaczej Kuśniewicz, inaczej Weiskopf. I chyba każdy zawarł w swoich dziełach jakąś tam prawdę o Austro-Węgrzech.
A co do Wittlina - fajne jest, ale mało. Za szybko się skończyło. Albo raczej autor nie dokończył tego co zaczął. A miał wiele lat na to - pomiędzy opublikowaniem "Soli ziemi" a śmiercią Wittlina upłynęło ponad 40 lat.

Trotta
Wysłany: 2015-02-03, 14:11

Za mało, za mało... Przy czym obraz Monarchii u Wittlina jest raczej szczery, opis rozterek greckokatolickiego księdza, który boi się powieszenia za dzwonienie w dzwony - boleśnie prawdziwy... To wszystko jest autentyczne.

Allonsanfan
Wysłany: 2015-02-03, 22:00

"Sól ziemi" najbardziej kojarzy mi się z Rothem. To samo jak u austriackiego pisarza ukazanie losu małego człowieka na krańcu imperium wplątanego w tryby wielkich wydarzeń. Nawet tytuł zamierzonej trylogii "Powieść o cierpliwym piechurze" przypomina tytuł powieści "Hiob powieść o człowieku prostym". Na szczęście Wittlin nie jest tak nudny jak Roth ...

Przypomnę że Roth i Wittlin byli przyjaciółmi. Razem studiowali, razem służyli w 21 Feldjäger-Bataillon w czasie Wielkiej Wojny. Po wojnie Wittlin przetłumaczył parę utworów Rotha m. in "Hiob", "Kryptę kapucynów", "Zipper i jego ojciec", Roth zaś napisał słowo wstępne do niemieckiego tłumaczenia "Soli ziemi".

Trotta
Wysłany: 2015-02-04, 07:23

Zgodzę się, że Wittlina czyta się lepiej niż Rotha. Cały czas jednak zastanawiam się, na ile Roth może lepiej brzmieć w oryginale, na ile załatwia go tłumaczenie.

Roth chyba znacznie większą uwagę poświęcał wymyśleniu całej struktury swojej opowieści - chociażby "Marsz Radetzky'ego" to przecież kilka pokoleń, kilka wątków. Mało, czasem mruga do wiernego czytelnika, wsadzając w kolejny utwór znanych już bohaterów (vide wachmistrz Slama, który pojawia się w "Fałszywej wadze" i opowiada, jak mu żonę uwiódł jakiś kadet z Mahrisch Weisskirchen). Może przez to mniejszą wagę przywiązywał do formy? Mnie brak formy u niego niezbyt przeszkadza, bo wciąga sama opowieść.

Wittlin albo miał znacznie lżejsze pióro, albo cyzelował swoje prace. Jeśli cyzelował, to może w tym tkwi przyczyna braku kontynuacji "Soli ziemi"?

Incubus
Wysłany: 2015-02-04, 09:19

"Mnie brak formy u niego..." :shock: :shock: :shock:

Trotta
Wysłany: 2015-02-04, 09:30

Znaczy - dopracowania formy, opisania dobrze wymyślonej treści w sposób ciekawszy. Bo rozumiem, że tego rodzaju "brak formy" skłania część czytelników do uznania Rotha za nudziarza...

Allonsanfan
Wysłany: 2015-02-04, 13:53

Trotta napisał/a:
Wittlin albo miał znacznie lżejsze pióro, albo cyzelował swoje prace. Jeśli cyzelował, to może w tym tkwi przyczyna braku kontynuacji "Soli ziemi"?
Cyzelować, to chyba cyzelował, bo pisanie "Soli ziemi" zajęło mu 10 lat.
Napisany już dalszy ciąg trylogii(bo miały być jeszcze "Zdrowa śmierć' i "Dziura w niebie" jako dalsze części) ponoć zaginął w czasie II wojny światowej. Ocalał tylko fragment "Zdrowej śmierci" który mam w swoim wydaniu "Soli ziemi". Miał jednak pan Wittlin po wojnie jeszcze ponad 30 lat czasu na ponowne napisanie i cyzelowanie. Ale niestety, jakoś tego nie zrobił ...

Trotta
Wysłany: 2015-02-04, 14:01

Nie ma niczego gorszego niż pisanie czegoś, co się już raz pisało. Parę razy mi wcięło prawie skończone prace, krótkie na szczęście. Ale za to mojemu promotorowi kiedyś ponoć zeżarło połowę gotowego już komentarza do jednego z kodeksów. Nie wiem, ile to było, ale obecnie komentarz ten ma bodaj trzy tomy, a pierwszy z nich liczy jakieś półtora tysiąca stroniczek...

Allonsanfan
Wysłany: 2015-02-04, 14:11

Tak, to mogła być przyczyna. Pisać drugi raz już Wittlin nie potrafił albo nie chciał. No i szkoda ...
"Szwejk" niedokończony, "Powieść o cierpliwym piechurze" niedokończona, trylogia Weiskopfa niedokończona(bo miała być trzecia część do "Zmierzchu nad Dunajem" i "Dzieci epoki" ale śmierć przeszkodziła). Tak bywa czasami, niestety ...

Radetzky
Wysłany: 2015-05-05, 10:38

Moje skromne trzy grosze:
Przeczytaj koniecznie: Sól ziemi
Nie da się ukryć, że to moja ulubiona powieść o Wielkiej Wojnie.

Allonsanfan
Wysłany: 2015-05-05, 16:58

Radetzky napisał/a:
Nie da się ukryć, że to moja ulubiona powieść o Wielkiej Wojnie.
To masz dobry gust jeśli idzie o literaturę piękną, przynajmniej tę o tematyce wielkowojennej.
Po raz kolejny powtarzam - wielka szkoda że autor nie ukończył swojej trylogii.

Dtm
Posty: 9
Rejestracja: 17 cze 2018, 18:18

Re: Jozef Wittlin Sol Ziemi

Post autor: Dtm » 01 lip 2018, 10:29

Przepraszam, za niemal offtop, ale wywołał go cytat: “Był on w tej wojnie żołnierzem austriacko-węgierskiej piechoty od jesieni 1916 do jesieni 1918 roku. Podobnie jak większość jego kamratów nie czuł on żadnej nienawiści do "wrogów", za jakich kazano mu uważać Rosjan, Włochów, Serbów i Rumunów.”

Nie wiem jakim powodzeniem cieszyły się chore projekcje prenazioli wszystkich narodów, głoszacych swoje “jeder Schuss, ein Russ”, ale to nadal były armie chrześcijańskie i wcale nie trzeba było przeciwnika nie szanować, a tem bardziej nie trzeba było nienawidzieć, by brać udział w wojnie i do siebie strzelać. Strzelano przed i po wigilii 1914 roku, a wspólna wigilia jednak była. Nienawiść do wroga, jako założenie wzięła się chyba z nienawiści klasowej, a jak lewactwu nie wyszło z narodem wybranym robociarskim, to lewactwo zaczęło sobie wymyślać narody wybrane oparte na przypadkowym mówieniu podobnym językiem, to i pojawiło się zapotrzebowanie na “oblężone twierdze” i “odwiecznych nienawistnych wrogów”. Interpretacja wspomnień Wittlina wydaje mi się ahistoryczna.

Awatar użytkownika
Trotta
Posty: 405
Rejestracja: 18 maja 2018, 15:19
Lokalizacja: Kraków

Re: Jozef Wittlin Sol Ziemi

Post autor: Trotta » 03 lip 2018, 06:00

No a jednak żeby móc prowadzić przez cztery lata taką wojnę, państwa musiały nauczyć swoich umundurowanych obywateli takiej nienawiści. I przynajmniej większość tych państw uczyła.
Češi bojovali hrdinně za Rakousko-Uhersko, ale první republika to tutlala

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości