Stanisław Gabriel Żeleński (21.02.1873-28.08.1914)

Wybitni obywatele Austro-Węgier
KG
Posty: 125
Rejestracja: 19 maja 2018, 16:16

Stanisław Gabriel Żeleński (21.02.1873-28.08.1914)

Post autor: KG » 26 cze 2018, 22:10

Post był zamieszczony na starym forum Austro-Węgry 18 października 2015.


KG, 18.10.2015
Stanisław Gabriel Żeleński był synem kompozytora Władysława Żeleńskiego i publicystki, autorki szkiców literackich Wandy z Grabowskich. Matką chrzestną była Narcyza Żmichowska.
Jego młodsi bracia to powszechnie znany Tadeusz „Boy” i zmarły tragicznie w 1910 roku Edward, współtwórca Zielonego Balonika. Czasem podkreśla się, że wszyscy trzej zginęli od kuli.

S.G. Żeleński ukończył wydział budownictwa na Politechnice Lwowskiej, gdzie studiował architekturę, rzeźbę i malarstwo. W 1900 roku ożenił się z Izabellą (Izą) z Madeyskich ( 1878-1956). Przez krótki czas był właścicielem majątku Latoszyn koło Dębicy, a później Słotwina koło Brzeska. W 1904 został wspólnikiem działającej od dwóch lat spółki architekta Władysława Ekielskiego i malarza Antoniego Tucha - zakładu witraży w Krakowie. W 1907 roku przejął spółkę i działał pod firmą Krakowski Zakład Witrażów, Oszkleń Artystycznych i Fabryka Mozaiki Szklannej S.G. Żeleński (Krakowski Zakład Witrażów S.G. Żeleński) w budynku własnym przy obecnych alejach Krasińskiego w Krakowie (wówczas ul. Swoboda 2), zaprojektowanym specjalnie dla celów witrażownictwa przez Ludwika Wojtyczkę (przy dużym udziale Żeleńskiego). Kierownikami artystycznymi Zakładu byli w tym czasie Jan Bukowski, Henryk Uziemło i Witold Stefan Matejko, a autorami projektów Stanisław Wyspiański - i w zasadzie na tym nazwisku można poprzestać, ale wymienię za Zbigniewem Sroczyńskim także innych - Józef Mehoffer, Włodzimierz Tetmajer, Jan Bukowski, Henryk Uziembło, Antoni Procjałowicz, Franciszek Mączyński, Juliusz Makarewicz, Karol Zyndram Maszkowski, Kazimierz Sichulski, Wojciech Jarzębowski, Jan Rembowski. Dalej Zbigniew Sroczyński (wnuk S.G. Żeleńskiego) pisze w swej książce: „Do 1912 r. wykonano oszklenia witrażowe w 53 kościołach i kaplicach w Małopolsce nie licząc 59 w Krakowie i 27 we Lwowie. Ponadto w 13 obiektach w Księstwie Poznańskim i 16 w Królestwie Polskim, do Paryża, Reims, Londynu, Wiednia, Pragi, Konstantynopola. W Krakowie weszło w modę osadzanie witraży w bramach domów mieszkalnych. Zakład podjął produkcję lamp wiszących i gabinetowych z witrażowymi abażurami.”
Zasługi dla polskiej sztuki doceniane były już przez współczesnych, dzisiaj uważany jest za twórcę i najwybitniejszego przedstawiciela polskiego witrażownictwa.
http://www.swiat-szkla.pl/kontakt/1742- ... trazu.html

W sierpniu 1914 r. 41-letni Stanisław Żeleński, który przed laty służbę wojskową odbył w 11. pułku haubic polowych we Lwowie, trafił, jako pozostający w ewidencji oficer rezerwy (16. pułk piechoty Landsturmu z Krakowa), do wojska i ruszył na front. Ostatni list do rodziny wysłał 20 sierpnia.

http://www.fotosik.pl/zdjecie/44c60e85cafc7616
(fot. Z: Zbigniew Sroczyński, Żeleńscy…)

Był adiutantem gen. Tadeusza Rozwadowskiego w dowodzonej przez niego 12. dywizji artylerii. Drugim adiutantem był Aleksander hr. Skrzyński, późniejszy minister spraw zagranicznych i premier II RP, a wówczas 32-letni dyplomata, ochotnik w stopniu szeregowego.

Zginął w pierwszych tygodniach wojny.
W trudniej sytuacji, niedaleko wsi Borów nad Chodelką (a więc w tej okolicy, gdzie podjęte tydzień później nieartyleryjskie, samodzielne działania gen. Rozwadowskiego zostały docenione przyznaniem mu Orderu Marii Teresy) konieczne było ponowne dostarczenie dowódcom brygad rozkazu bezwzględnego utrzymania pozycji.
Tak opisuje to gen. Tadeusz Rozwadowski:
„Miałem koło siebie jedynie ppor. Stanisława Żeleńskiego i ochotnika Aleksandra Skrzyńskiego, więc ich obu musiałem z rozkazami tymi powysyłać. Na prawo całe wzgórze, zajmowane przez brygadę gen. Zaleskiego [GM. Mieczysław Zaleski, ur. Horyniec 1865 – zm. Kraków 1941, dowódca krakowskiej 23. brygady piechoty], wraz z wkopanym w ziemię stanowiskiem jego sztabu, zakrywały tumany kurzu i dymu, a błyski i grzmoty uderzających tam co chwila ciężkich pocisków rosyjskich oraz fontanny ich wybuchów tworzyły około nich jakoby nieprzebytą śmiercionośną ścianę. Na lewo chwilowy grzechot karabinów maszynowych zdawał się już przycichać, a rzadkie padające tam pociski nie wywierały bynajmniej wrażenia poważniejszej walki lub większego niebezpieczeństwa.
Podałem więc odjeżdżającym oficerom węzełki do pociągnięcia, nie chcąc z własnej decyzji wskazywać gorszego kierunku jednemu lub drugiemu z tych miłych, bliskich mi i dzielnych towarzyszy. Węzełek, a zatem niebezpieczniejszą znacznie, jak się zdawało, drogę, wyciągnął Skrzyński, tak że gdy ruszył on wkrótce z kopyta i znikł nam z oczu w obłokach fatalnej ogniowej kurzawy, mimo woli odnieśliśmy wszyscy wrażenie, że wątpliwym jest, czy zdoła on dotrzeć żywy do dowództwa brygady, a tym bardziej do nas powrócić. Przeciwnie, co do ppor. Żeleńskiego, jadącego na lewo, w prawie już zupełnie spokojną stronę nikomu z nas nawet nie przyszło do głowy, by to miał być ostatni galop w jego życiu. Zdaje się jednak, że on sam miał jakieś dziwne przeczucie, gdyż, jak później skonstatowano, powiedział on memu staremu ordynansowi, który mu konia podawał, jeszcze kilka słów jakby pożegnania i wyraźne przypuszczenie, że już żywym nie powróci. (…) Dopiero gdy nie było go aż do zmierzchu, a zapytywana o niego przez nowo już założony telefon lewostronna brygada odpowiedziała, że ppor. Żeleński rozkaz przywiózł i przed kilkoma już godzinami odjechał z powrotem, zaczęliśmy z niepokojem za nim poszukiwać. Lecz ani nasze gęste patrole, ani wysłani wreszcie aż do brzegu rzeki Chodla poszukiwawcze oddziały nie zdołały znaleźć żadnego po nim śladu. Dopiero po kilku dniach, gdyż żołnierze nasi zajęli wieś Grądy, dowiedzieli się oni od jej mieszkańców, że ppor. Żeleński, a musi to być on z pewnością, sądząc z opisu jeźdźca oraz konia, wracając przez tę wieś już wieczorem, został znienacka napadnięty przez patrol kozacki i uprowadzonym po krótkiej walce, w której go ciężko ranić miano, a po roku dopiero, po definitywnym zajęciu Lublina, doszła nas smutna wiadomość, że jako ciężko rannego wieziono go przez Lublin, że prosił kogoś z przypadkowo spotkanych znajomych o powiadomienie rodziny, lecz już niestety w czasie dalszego transportu, na stacji w Łukowie życie zakończył. Dzielny oficer, nadzwyczaj miły towarzysz i kolega, a gorący patriota, pracujący od kilku lat w konnym Sokole krakowskim, którego był duszą oraz najgorliwszym instruktorem, zgłosił się natychmiast po wybuchu wojny, pomimo dobiegającej już czterdziestki, na ochotnika mojego sztabu. Wskrzeszenia Ojczyzny, w które tak gorąco wierzył, nie było mu danym niestety dożyć. Padł skłuty i zestrzelany przez kozaków, ubiwszy kilku z nich przed tym z pistoletu, broniąc się zaciekle, a krwią swoją zrosił właśnie ziemię lubelską, z którą od lat młodych rodzinne i serdeczne łączyły go węzły.”

Iza Żeleńska poszukiwała męża, mając nadzieję, że żyje on w niewoli. Gen. Rozwadowski pisze, że informacja o śmierci Żeleńskiego dotarła do niego po roku. W liście z sierpnia 1915 roku, który Danuta Czapczyńska–Kleszczyńska określa jako kondolencyjny, Helena Paderewska pisze do Izy Żeleńskiej, która prosiła ją o pomoc w poszukiwaniu zaginionego męża: „Niech Bóg ukoi biedne serce Pani i da Jej męstwa na dalsze dni życia.”
Ostateczne potwierdzenie śmierci Stanisława Żeleńskiego uzyskano dopiero pod koniec 1915 lub na początku 1916 roku. Zbigniew Sroczyński i Monika Śliwińska podają przełom 1915/16.
W „Czasie” z 13 stycznia 1916 r. na str. 3 (na kolejnej reklama „Słówek” i dorobku translatorskiego Boya), piśmie wydawanym i redagowanym przez przyjaciela Żeleńskich, Rudolfa Starzewskiego, ukazał się nekrolog-wspomnienie podpisane „S.T.”
Autor to Stanisław Tomkowicz, historyk sztuki i wybitnie zasłużony konserwator zabytków, o którym Tadeusz Boy Żeleński pisał: „był serdecznym przyjacielem mojego ojca”, a przy innej okazji: „pokraśniał aż Tomkowic, chlubnie odznaczony, zmówił krótki paciorek y wdział kalesony”.

„Ś.p. Stanisław Gabryel Żeleński.
Był jedną z pierwszych ofiar toczącej się obecnie wojny. Rozchodziły się o tem głucho wieści, których długo nie można było sprawdzić. Aż niedawno nadeszło stanowcze potwierdzenie, które obawę zmieniło w smutną wiadomość. Ojczyzna straciła jednego ze swych bardzo dzielnych synów.
Stanisław Gabryel Żeleński był najstarszym synem nestora kompozytorów polskich, Władysława Żeleńskiego i żony jego, ś.p. Wandy z Grabowskich. Urodzony w roku 1873 w Warszawie, po przeniesieniu się rodziców do Krakowa, chodził naprzód do gimnazyum, a potem do szkoły realnej, która jego upodobaniom i uzdolnieniu więcej odpowiadała. Nauki ukończył na politechnice lwowskiej, jako inżynier-architekt i po odbyciu jednorocznej służby wojskowej, wstąpił w szeregi urzędników namiestnictwa, naprzód w oddziale budowniczym we Lwowie; później przydzielony został do starostwa krakowskiego. Służba rządowa nie odpowiadała jednak tej samodzielnej a bujnej naturze. Było w nim coś z nieokiełznanego i buńczucznego dawnego szlachcica i razem jakby z przedsiębiorczego przemysłowca amerykańskiego. Potrzebował niezależności i szerszego pola działania. W tym celu porzucił urząd i w r. 1907 nabył zakład wyrobu witraży kolorowych, istniejący od lat kilku w Krakowie. Postanowił rozwinąć go technicznie i artystycznie, rozszerzyć ramy i skromną dotychczas klientelę. Patryotyczną jego myślą przewodnią było, że należy pomnażać dobrobyt krajowy przez udoskonalanie naszego przemysłu artystycznego, nadanie mu rozmachu i pchnięcie go na tory wielkoświatowe. A nie zwykł był nic czynić na pół. Urzeczywistnieniu swoich zamiarów oddał się z zapałem, nie szczędząc zabiegów, trudów i nakładów. Zakład witrażowy znacznie powiększył, a przez dobór sił zawodowych i powierzenie kierownictwa pierwszorzędnym artystom dźwigał jego poziom. Połączył z nim wytwarzanie mozaik. Usilnie też starał się o nadanie mu rozgłosu nietylko w Polsce samej.
Jednem z ogniw rozwiniętej w tym duchu działalności była podróż do Ameryki, drugiem wysyłanie okazów na wielkie powszechne wystawy, gdzie zwróciły na siebie uwagę i zaszczytne zyskały firmie odznaczenia. Obok strony technicznej, zaletę ich stanowi wartość artystyczna i pewna narodowa odrębność. Wystarczy przypomnieć witraże katedry na Wawelu (według pomysłu Mehoffera), u Franciszkanów i w Tow. lekarskim w Krakowie (Wyspiańskiego), okna licznych kościołów w Galicyi, Królestwie i Księstwie Poznańskiem, o innych dalszych nie mówiąc.
Rozległe interesa, wypływające z prowadzenia zakładu, nie wystarczały ruchliwemu i rzutkiemu usposobieniu zmarłego. Żywo interesował się sprawami publicznemi, brał czynny udział w najrozmaitszych stowarzyszeniach i instytucyach obywatelskich, ekonomicznych i dobroczynnych. Wszędzie śmiało, bez ogródek, wypowiadał swoje zdanie, nie oglądając się na najbardziej nawet wpływowych przeciwników. Cechowała go szczerość, odwaga cywilna i szlachecki animusz. Ten ostatni znajdował swój wyraz w zamiłowaniu do sportów różnego rodzaju. A gdy z wybuchem wojny przyszły na kraj ciężkie chwile, bez wahania, z wielką determinacyą, choć ojciec rodziny, chwycił oręż w dłoń, która przez 20 lat już odeń była odwykła. Zaraz w pierwszej kampanii, mając jechać z rozkazem dowódcy, nie cofnął się przed jawnem niebezpieczeństwem . Opadnięty przez patrol nieprzyjacielski w okolicy Lublina d. 27 sierpnia 1914 r., wśród zaciętej walki odniósł ranę. Dostał się do niewoli i w drodze do Łukowa zmarł w wagonie kolejowym. Śmierć jego przyspieszyło, może nawet wywołało, nieludzkie postępowanie konwojujących i ich przełożonych, jak stwierdzili świadkowie. Grób mu usypały życzliwe ręce na cmentarzu miejskim w Łukowie.
W ciągu parutygodniowej zaledwie służby wojennej zdobył sobie ś.p. Żeleński wielkie uznanie przełożonych, sympatyę i podziw towarzyszów broni. Odwagę okazywał w całem życiu, nieustraszony poszedł naprzeciw śmierci. Zgon jego zaszczytny żałobą okrył pozostałą wdowę, Izę z Madeyskich, młodszego brata, troje dziatek, liczne grono przyjaciół i znajomych. Straszny cios przeżycia syna nie został oszczędzony sędziwemu ojcu, który jest chlubą polskiego świata muzykalnego. Ogólne też współczucie całego społeczeństwa otacza dotkniętą ciężko rodzinę.”

http://www.fotosik.pl/zdjecie/9c7edcd6ca113041
(fot.: T.Jordan Rozwadowski, Wspomnienia… )

Śmierć Stanisława Żeleńskiego odnotowano także w Verlustliste nr 389 z 8 marca 1916: „Želeński Ritter von Stanislaus, Lt.i.V.d.Ev. [im Verhältnisse der Evidenz], k.k. LstIR. Nr. 16, tot (28./8.1914).”
Nieco powyżej zamieszczono informację o poległym również na początku wojny ppor. ułanów Juliuszu Zaremba Cieleckim, pochowanym na cmentarzu wojennym w Barcicach koło Starego Sącza.
W ślad za Verlustliste wzmianki pojawiły się też w prasie poza Galicją, np. w Fremden-Blatt z 8 kwietnia 1916 r.

Iza Żeleńska miała zamiar ekshumować i przewieźć zwłoki męża do Krakowa.
Już w nekrologu w Nowej Reformie w styczniu 1916 r., oprócz informacji o nabożeństwie żałobnym u krakowskich Kapucynów 17 stycznia 1916 roku podano, iż jest on ”pochowany tymczasowo w Łukowie w Królestwie Polskim.”

http://www.fotosik.pl/zdjecie/4b49b33304027345

W krakowskim archiwum zachowała się korespondencja w tej sprawie, dotychczas chyba nigdzie nie przytaczana (w każdym razie ja wzmianki nie znalazłem).
W piśmie z 24 stycznia 1917 (a więc ponad rok od otrzymania potwierdzenia śmierci męża) do Kaiserliche Deutsche Militär-General-Gouvernement in Warschau Iza von Żeleńska (adres Krasińskigasse 23) prosi o zgodę na ekshumację i przewóz do Krakowa zwłok męża (K.u.K. Leutnant Stanislaus von Żeleński), który zginął w obliczu wroga. Dodaje, że mąż został ciężko ranny pod Lublinem, ujęty przez Rosjan, po czym zmarł z ran w pociągu szpitalnym i został pochowany w grobie pojedynczym (co ma swoje znaczenie przy ekshumacji), oznakowanym napisem, na cmentarzu w Łukowie.
Pismo wpłynęło do Warszawy 29 stycznia 1917 r., a już dzień później GG Warschau wysłało krótką informację do Militärgouvernement Lukow, że należy wydać zezwolenie na przyjazd osoby chcącej przewieźć zwłoki.
Na tej podstawie Kaiserlich Deutsches Militärgouvernement Lukow kieruje 7.02.1917 roku pismo do K.u.k. Kriegsministerium Kriegs-Gräber-Abt. (czyli do Wydziału 9.) w Wiedniu, w którym informuje, że w związku z podaniem, jakie wystosowała Iza von Zelenska, sprowadzenie do Krakowa zwłok pochowanego na katolickim cmentarzu w Łukowie c. i k. ppor. von Zelenski jest dozwolone przy spełnieniu warunków, wynikających z powołanych przepisów, a to:
1. do czasów faktycznej ekshumacji nie zmienią się okoliczności, w jakich zezwolenie jest wydane,
2. wyłączona jest jakakolwiek odpowiedzialność cywilna władz wojskowych,
3. ekshumacja musi być dokonana do 7 marca 1917 r.
4. trasa podróży w obie strony będzie wyznaczona przez Dęblin,
5. przywieziona cynkowa trumna będzie odpowiadać przepisom co do transportu zwłok koleją i będzie zalutowana bezpośrednio na cmentarzu katolickim w Łukowie,
6. w ekshumacji musi uczestniczyć osoba spośród rodziny lub przyjaciół, która zidentyfikuje zwłoki i zapewni ich przewiezienie.
Ta sama osoba zamelduje się w batalionie piechoty landszturmu Schlettstadt (z Alzacji) w Łukowie, który zapewni bezpłatny transport trumny furmanką do i z miejsca pochówku na dworzec, a ekshumacja odbędzie się w obecności stacjonującego w Łukowie radcy sądowego Militärgouvernement LUKOW, który sporządzi stosowny protokół.
Pismo dotarło do ministerstwa w Wiedniu 15 lutego 1917 r.
Tydzień później, 22 lutego 1917 r., Kriegsministerium wystosowało do Kriegsgräberabteilung Krakau pismo podpisane przez GM. Eduarda Hentke von Hesshart, polecające przekazanie wiadomości zainteresowanym. Wpływ korespondencji zarejestrowano w krakowskim KGA w dniu 27 lutego 1917.
Zachował się koncept pisma KGA (z polskimi znakami diakrytycznymi, co dość częste w kancelarii KGA i podległych jednostkach) wysłanego jeszcze tego samego dnia, a skierowanego do Hochwohlgeborene Frau Iza von Żeleńska: „w sprawie prośby Pani z dnia 24 stycznia t.r. przesyła się Pani w załączeniu odnośną decyzję Deutsche Militär Gouvernement in Łuków do dalszych czynności.”
1 marca 1917 do władz wojskowych w Łukowie wysłano jeszcze telegram informujący, że „dopiero dzisiaj dotarło zezwolenie na ekshumację Lt. Zelenski do rodziny, prosi się o przedłużenie terminu do 31 marca 1917.”
Dalszej korespondencji w tej sprawie nie znalazłem. Mimo sprawnego działania administracji i dobrego nastawienia władz niemieckich i austriackich, nie udało się sprowadzić zwłok Stanisława Żeleńskiego do Krakowa.

Skromny grób na cmentarzu w Łukowie (na poniższym planie kwatera R, nr 61, http://www.podwyzszenia.lukow.sacro.pl/index.php?s=2818 ) jest zaniedbany.
Gdy byłem tam w sierpniu tego roku (prawie w 101. rocznicę śmierci) leżały na nim sztuczne, dość sfatygowane kwiaty, co świadczyć może o żywej pamięci (wersja optymistyczna) lub jest tylko swoistym recyklingiem znanym z wielu cmentarzy wojennych, sąsiadujących z grobami cywilnymi („niech teraz i ten biedny żołnierzyk ma”). Nie znalazłem żadnej informacji na samym cmentarzu, natomiast w internecie - krótką wzmiankę:
http://www.parafia-podw-k...y/cmentarz1.htm

„61. Żeleński Stanisław - żołnierz legionowy, zm. z ran w 1916 r.”
Zarówno data jak i przynależność do Legionów to informacje błędne. Data zapewne odnosi się do okresu, gdy ustalono tożsamość pochowanego (początek 1916 lub koniec 1915 roku), a określenie „legionowy” to przypuszczalnie interpretacja napisu na nagrobku: „ŻOŁNIERZ POLSKI ŻELEŃSKI STANISŁAW ZMARŁ Z RAN W 1916 R CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI

http://www.fotosik.pl/zdjecie/0a33b5a4926e69e8
http://www.fotosik.pl/zdjecie/656bee3f8cc1a9ba

Trochę literatury:
Danuta Czapczyńska-Kleszczyńska, Dzielna niewiasta. Iza z Madeyskich Żeleńska (1878-1956) [w:] Żeby wiedzieć. Studia dedykowane Helenie Małkiewiczównie, Kraków 2008,
Tadeusz Jordan Rozwadowski, Wspomnienia Wielkiej Wojny, red. i oprac. naukowe Mariusz Patelski, Warszawa 2015
Zbigniew Sroczyński, Żeleńscy: rodowód - dzieje rodu Żeleńskich z Żelanki, Warszawa 1997
Monika Śliwińska, Muzy Młodej Polski. Życie i świat Marii, Zofii i Elizy Pareńskich, Warszawa 2014

KG
Posty: 125
Rejestracja: 19 maja 2018, 16:16

Re: Stanisław Gabriel Żeleński (21.02.1873-28.08.1914)

Post autor: KG » 26 cze 2018, 22:12

Ciąg dalszy wątku rozpoczętego na starym forum Austro-Węgry 18 października 2015.

DYSKUSJA
Allonsanfan, 18.10.2015
  • KG napisał/a:
    Jego młodsi bracia to powszechnie znany Tadeusz „Boy” i zmarły tragicznie w 1910 roku Edward, współtwórca Zielonego Balonika. Czasem podkreśla się, że wszyscy trzej zginęli od kuli.
Bo to prawda.
Edward Żeleński "Edziula" zmarł w 1910 śmierrcią samobójczą(zastrzelił sie).
Stanisław Zeleński zginął w I wojnie światowej.
Tadeusz "Boy" Żeleński - wiadomo.
Dzięki, KG, za przypomnienie Stanisława Żeleńskiego. Zarówno on jak i Edziula pozostają w cieniu Boya. A przecież Stanisław to była postać nietuzinkowa…

KG, 18.10.2015
  • Allonsanfan napisał/a:
    Edward Żeleński "Edziula" zmarł w 1910 śmierrcią samobójczą(zastrzelił sie).
Tadeusz Boy Żeleński w „Znasz-li ten kraj?…”:
"Biedny mój brat, tzw. Edziula, który skończył samobójstwem, był — jestem przekonany — takim człowiekiem, takim artystą, który się nie odnalazł. Jedyne chwile, gdy ten mimowolny urzędnik bankowy odżywał, to były wieczory „Balonika”, którego był generalnym sekretarzem, archiwariuszem, aktorem dell'arte i niezmordowanym przy pianinie grajkiem."
Oficjalnie podano jako przyczynę śmierci "anewryzm serca".
Allonsanfan, 21.10.2015
Oto co pisze Boy o "zielonym Baloniku" i o sobie w tym samym tekście(„Znasz-li ten kraj?…” rozdział "Szał")"

Dreszcz mnie przejmuje czasem, gdy sobie wyobrażę, co by się ze mną stało, gdybym w danym momencie - już jako trzydziestoletni lekarz - nie znalazł tej atmosfery.

No właśnie. Wygląda na to że Boy odnalazł siebie, a biedny Edziula nie ...

Swoją drogą, trzech braci i wszyscy skończyli tragicznie i od kuli. Jakieś szczególne fatum ciążyło nad tym pokoleniem Żeleńskich ...

KG, 29.05.2016
Kilka miesięcy po zamieszczeniu na Forum tekstu o Stanisławie Gabrielu Żeleńskim sprawdziłem w internecie, czy zmieniło się coś w sprawie grobu w Łukowie ( w końcu po to ten tekst napisałem). Specjalnie nie miałem nadziei, bo post na Forum w zasadzie przeszedł bez echa, a i liczba odsłon nie była oszałamiająca (do dzisiaj równy 1000). Uznałem, że po prostu nie trafiłem z tematem.

A tu niespodzianka! Na stronie internetowej „Łuków Historia” (z nieco groźnym mottem z Józefa Piłsudskiego „Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani nie ma prawa do przyszłości”), znalazłem artykuł pt. „Stanisław Gabriel Żeleński” (dodany 16.02.2016).
http://www.lukow-historia.pl/
http://www.lukow-historia.pl/?p=4626

Niespodzianka jednak nie całkiem przyjemna. Nie będę zamęczał szczegółowymi porównaniami. Kto zainteresowany i cierpliwy, niech analizuje i sam wyrobi sobie opinię, z czym ma do czynienia.
http://images77.fotosik.pl/635/7d236c937d3b204emed.jpg
Na fotce – zielonym markerem powtórzenia, czerwonym – cytaty z powołanej literatury, pokrywające się z użytymi przeze mnie. Oczywiście każdy może sobie cytować co chce, więc świadczyć może to tylko i wyłącznie o tym, że dobrze je dobrałem. Tyle, że …. w cytacie z gen. Rozwadowskiego jest nawet moja uwaga o generale Zaleskim.

Są też różnice. Np. ja piszę „działał pod firmą”, a w nowej wersji jest „działał pod nazwą firmy” (???). Czasem dodane są jakieś wyrazy lub opuszczone wtrącenia. Może ze cztery zdania są nawet przemodelowane, przy czym nie zawsze szczęśliwie. Np. ja - „ …Stanisław Wyspiański - i w zasadzie na tym nazwisku można poprzestać, ale wymienię za Zbigniewem Sroczyńskim także innych – Józef Mehoffer, Włodzimierz Tetmajer…” itd., a w nowej wersji – „…Stanisław Wyspiański, oraz inni: Zbigniewem Sroczyńskim, Józef Mehoffer, Włodzimierz Tetmajer...” itd.

Część zmian jest (w tej sytuacji) całkiem logiczna:
ja: „W krakowskim archiwum zachowała się korespondencja w tej sprawie, dotychczas chyba nigdzie nie przytaczana (w każdym razie ja wzmianki nie znalazłem),
na stronie „Łuków Historia”: „W krakowskim archiwum znajduje się korespondencja w tej sprawie.”
Śmieszne, że i kalesony Tomkowicza znalazły tu swoje miejsce, tak samo jak i informacja o Zarembie Cieleckim, która była ewidentnie kierowana do uczestników naszego Forum.
Jedynie końcowe frazy nie przypadły do gustu autorowi ze strony „Łuków Historia” – opis stanu grobu na łukowskim cmentarzu i sprostowanie błędnych informacji o S.G. Żeleńskim.
Za czysty zbieg okoliczności uważam, że i literatura podana pod tekstem jest ta sama, przy czym z jakichś niezrozumiałych powodów pominięto publikację Danuty Czapczyńskiej-Kleszczyńskiej, chociaż informacje z jej artykułu pozostały.
Odczucia mam więc mieszane. Z jednej strony cieszy mnie, że informacja została w Łukowie rozpowszechniona, a w dodatku ktoś aż tak bardzo identyfikuje się z moim tekstem (taki żart), z drugiej – smuci upadek obyczajów.

Jak wspomniałem, publikacja na stronie „Łuków Historia” ukazała się 16 lutego br. Kilka dni wcześniej w Muzeum Regionalnym w Łukowie otworzono wystawę „Cenne, czy niechciane? Witraże kościołów województwa lubelskiego”.
Relacja na stronie „Barwy szkła”. Tam też tłumaczenie aktu zgonu Stanisława Żeleńskiego.
http://barwyszkla.pl/grob-stanislaw-gab ... w-lukowie/
http://telewizja.lukow.pl/2837/brat-boy ... w-lukowie/


krakał, 29.05.2016
Ręce opadają.
Artykuły publikujemy nie naruszając praw autorskich. Zachowany zostaje tytuł oraz dokładnie odwzorowana treść, bez żadnych zmian z naszej strony. Podajemy również źródło i autora tekstu [...]

- każde z powyższych stwierdzeń w danym przypadku zostało naruszone...

Artykuł wisi na łukowskiej stronie anonimowo, a i w zakładce "o nas" panuje pełna anonimowość. Nie wiadomo nawet, kto tak pięknie szanuje prawa autorskie, by sparafrazować autorów strony.

KG, będziesz załatwiał to z nimi sam, czy mam interweniować jako mod?

Lukowhistoria, 29.05.2016
KG, Oficjalnie przepraszamy za Publikację tego artykułu bez zgody autora. Otrzymaliśmy go przez Email - tam nie znalazła się informacja kto dokładnie jest autorem. Jeszcze raz przepraszamy za zaszły incydent.
Wdzięczny jednak byłbym gdybyśmy mogli edukować łukowian na temat bohatera artykułu, za zgodą autora.
Oczywiście należyte poprawki naniesiemy.

DAR, 30.05.2016

I takie załatwienie sprawy rozumiem. Brawo

KG, 31.05.2016
Reakcja szybka i zdecydowana (artykuł zniknął). Najwyraźniej ktoś nadużył zaufania redakcji. Najprostszym rozwiązaniem jest nota o S.G. Żeleńskim i link do naszego forum.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość